Książki

„Klątwa Przeznaczenia” Monika Magoska-Suchar i Sylwia Dubielecka | Czy można wygrać z Przeznaczeniem?

Klątwa Przeznaczenia

Jakiś czas temu chwaliłam się Wam na instagramie, że wygrałam konkurs i zostałam recenzentką „Klątwy Przeznaczenia”. Książka dotarła do mnie w ekspresowym tempie i mogłam ją poznać w ostatnich dniach lutego. Wiem, że recenzja miała być wcześniej, ale ostatnio dość mocno doskwierał mi brak czasu, więc dopiero teraz mogę się z Wami podzielić moimi wrażeniami po lekturze. 

Arienne jest 16 letnią czarodziejką, która w tajemniczych okolicznościach trafia do Czarnej Twierdzy. Jest to miejsce, w którym rządzą sami mężczyźni, a kobiety rzadko kiedy zostają tam dostrzeżone. Na pozór wydaje się to idealne miejsce dla osoby, która chce się ukryć przed całym światem. Jednak los ma dla Arienne inne plany. Dziewczyna zostaje Milady samego Lwa, a jej misja mocno się komplikuje.

Początek „Klątwy” jest mocnym wejściem w świat Mistrzów. Autorki dosadnie pokazały jakimi zasadami rządzi się Twierdza oraz jej mieszkańcy. Jest to świat mężczyzn, w którym kobiety są marionetkami. Powiem, że tak wykreowane miejsce zrobiło na mnie wrażenie. Miałam już trochę dosyć wyidealizowanych historii, w których jedna waleczna i wygadana kobieta zmienia zasady. W przypadku Arienne wygrywa instynkt samozachowawczy. Dziewczyna wie, że jeśli chce przeżyć i wypełnić swoje przeznaczenie, to musi zgodzić się na wszystko.  Jej przykre początki dają jasno do zrozumienia, że Czarna Twierdza, to nie jest kolejne miejsce, w którym kobieta może cokolwiek zdziałać. Płeć piękna jest tu jedynie wykorzystywana do spełniania zachcianek mężczyzn. Cieszę się, że w tym przypadku nie było odstępstw i nawet Arienne nie została przyjęta na specjalnych warunkach. Brutalne sceny i równe zasady sprawiły, że Czarna Twierdza nabrała wiarygodności w moich oczach i z zainteresowaniem poznawałam dalsze losy bohaterów w tym miejscu.

„Wspomnienia są drogie, ale tym bardziej bolą, gdy się wie, że nie można powrócić
w ukochane miejsce i do ukochanych ludzi.”

Warto również wspomnieć o samych bohaterach, bo jest ich naprawdę wielu i co najważniejsze – Autorkom udało się stworzyć intrygujące profile psychologiczne. Każdy jest inny, naładowany innymi cechami i znakami szczególnymi. Postacie są wielowymiarowe, przez co wydają się realniejsze, bo w końcu każdy z nas ma jakieś wady i zalety. W „Klątwie” każdy się wyróżnia, nawet postacie drugoplanowe, za co uwielbiam Autorki, bo naprawdę dawno nie pałałam takimi uczuciami względem bohaterów! Jednych kochałam, drugich nienawidziłam i chyba wobec nikogo nie przeszłam obojętnie. Może zacznę od Arienne, bo to z głównymi bohaterkami zawsze mam jakiś problem. Przeważnie jest to wiek – nie przepadam za nastolatkami, które ratują świat. Jednak w przypadku czarodziejki w ogóle nie idzie odczuć ile ma lat. Jest poważna, inteligentna oraz dystyngowana. Niby stojąca w cieniu Severo, a jednak to dzięki niej większość wydarzeń nabierało barw. Sam Severo to 100% mężczyzna, w którym zakochałaby się niejedna kobieta. Świadomy swojej męskości i niesamowicie waleczny. Najciekawsza była dla mnie jego zmiana w trakcie historii. Jak wpływała na niego Arienne oraz jak powoli docierało do niego to, że również może się zakochać. Jego zadziorne podejście do mało lubianych bohaterów sprawiało, że miałam ochotę przybić mu piątkę i walczyć u jego boku. Jednak nie tylko główni bohaterowie zwracają na siebie uwagę. Czarne charaktery swoim knuciem i upierdliwością wzbudzają wiele negatywnych uczuć, a czasem nawet chęć uduszenia ich. Lubię takie postacie, bo bez wyrzutów sumienia mogę na nich psioczyć. Również wesoła kompania Severo wielokrotnie wyróżnia się w historii. Są dowcipni i dość sprośni, ale dzięki temu wielokrotnie się uśmiałam i nie wyobrażam sobie, by nie było ich w tej książce. Jednak moim zdaniem najistotniejsze są tutaj relacje między bohaterami. Wspaniałe dla mnie jest to, że w tak zepsutym miejscu jakim jest Twierdza nadal nie udało się zabić ciepłych uczuć. Przyjaźń, czy miłość chodź ukryte nadaj rosną w siłę i nie dają się wyplewić.

„Jeśli decydujecie się poznać prawdę o przyszłości, to musicie pamiętać o tym, że każde wypowiedziane słowo staje się Przeznaczeniem. To, co zakryte, może się zmienić, ale raz ujawniona przepowiednia zawsze się ziści.”

Na koniec muszę powiedzieć, że „Klątwę Przeznaczenia” szczególnie uwielbiam za magiczny wątek. Cała tajemnica związana z przeszłością bohaterów i jej odkrywanie w trakcie czytania było dla mnie czymś niezwykłym. W pewnym momencie już nawet przestałam liczyć ile razy zbierałam szczękę z podłogi po  rewelacjach jakimi szokowały mnie Autorki. Również oczarowały mnie barwnymi opisami, zwłaszcza krajobrazów, które tworzyła Arienne, czy walki na medaliony. Tak na marginesie – dawno nie spotkałam się z tak pomysłowym rozwiązaniem sporów! Walka zwierząt w imieniu ich Mistrzów była jedną z moich ulubionych scen. Mieszanka przeszłości z przyszłością i na dodatek z klątwą w tle musiała skutkować tak wybuchową fabułą! Wielką tajemnicą nadal jest dla mnie wątek przeznaczenia, z którym bohaterowie ciągle walczą. Czy będzie tak jak zostało zapisane? A może Arienne i Severo okażą się na tyle silni, że wykreują przyszłość na własnych zasadach? Nic tak nie podsyca ochoty na kolejną część jak niedomknięte tematy. Wielowątkowość sprawiła, że ani przez chwilę nie poczułam nudy w trakcie czytania, co może się przydarzyć przy tak obszernych lekturach. Jednak niech objętość książki Was nie demotywuje. Czyta się ją błyskawicznie!

Zakazane uczucie, nagłe zwroty akcji, tajemnice, zemsta i intrygi, to jedynie zalążek tego, co możecie znaleźć w „Klątwie Przeznaczenia”. Autorki postarały się by każdy odnalazł w ich historii, to co uwielbia. Ja jestem w pełni zadowolona wątkiem fantasy, który skradł moje serducho i cały czas zastanawiam się jaki będzie ciąg dalszy historii Arienne i Severo. Nie mogę się doczekać drugiego tomu, zwłaszcza, że końcówka pierwszego solidnie mnie zaszokowała. Jednak wiem, że Autorki już się postarają, by kontynuacja jeszcze bardziej zwaliła nas z nóg. „Klątwę” oczywiście polecam każdemu, bo nie jest to historia którą można łatwo zaszufladkować i puścić w niepamięć. Emocje, które wywołała we mnie ta książka utwierdziły mnie w przekonaniu, że żadna minuta spędzona w Ravillonie nie była stracona, a na dodatek chcę jeszcze więcej Lwa! 🙂

Dziękuję @klatwaprzeznaczenia za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki!

2 Comments

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: