Książki, Lifestyle

Top 10. Mój subiektywny ranking książek, które przeczytałam w 2017 roku.

Top 10.
                                                                     Top 10. Subiektywny ranking książek, które przeczytałam w 2017 roku.

Koniec roku sprzyja różnym podsumowaniom. Dużo osób liczy przeczytane i kupione książki, a nawet ich ogólną liczbę stron. Jeszcze więcej osób puka się w głowę i mówi „liczy się jakoś, a nie ilość”, „czytam dla przyjemności, a nie na wyścigi”, a ja do tej pory nie wiem, co ma jedno z drugim wspólnego. Niektórzy po prostu lubią liczby. Koniec. Nic więcej. Nie jest to związane z wyścigami, czy chęcią pochwalenia się ilością przeczytanych książek. Od zawsze zaznaczam na lubimyczytać.pl książki, które przeczytałam, a potem z wielką przyjemnością sprawdzam ile pozycji udało mi się ukończyć. Dzięki temu mogę potem zrobić swoje top 10. Pomaga mi to również w sprawdzeniu samej siebie. Chcę wiedzieć, czy opuściłam się w czytaniu i pomyśleć czym, to było spowodowane. Również ostatnio zauważyłam, że w ciągu roku diametralnie może mi się zmienić gust czytelniczy.

Dzięki przewertowanej liście lektur dotarło do mnie, że rok 2017 był dla mnie bardzo owocny pod względem dobrych historii. Naprawdę niewiele pozycji było dla mnie rozczarowaniem. Również od razu zaznaczę, że był to kolejny rok z samą fantastyką (również tą młodzieżową), więc hiciorów z innych gatunków tutaj nie będzie. Z racji tego, że w mojej liście przeważają książki z notą 7 i 8 (9 i 10 od lat zajmuje Harry Potter i Władca Pierścieni (inne dzieła Tolkiena również) i nic poza nimi), więc nie sugerujcie się kolejnością, ponieważ nie ma tutaj lepszych i gorszych tytułów. Wszystkie wymienione są dla mnie na równi i zaraz Wam wyjaśnię z jakiego powodu każda książka trafiła do mojej top 10.

Język cierni. Opowieści snute o północy i niebezpieczna magia – Leigh Bardugo

Zbiór baśni, który z przytupem wstrząsnął moją czytelniczą listą i to na sam koniec roku! Wspaniałe historie, które nawiązują do wielu już nam znanych historii. Jaś i Małgosia, mit o Minotaurze, Dziadek do Orzechów i wiele innych. Każda z baśni jest przedstawiona w nowy i nieprzesłodzony sposób. Autorka często łamie schematy w swoich opowieściach i udowadnia, że nie wszystko jest czarno – białe. Chyba właśnie ta odświeżona formuła tak przypadła do mojego gustu i sprawiła, że polecam „Język Cierni” w moim top 10. Również warto wspomnieć o bajecznej szacie graficznej, która rozwija się wraz z tempem akcji i o wiele mocniej pobudza wyobraźnię.

Dwór Mgieł i Furii – Sarah J.Maas

Wymieniam tutaj tylko 2 tom, bo to on wywołał we mnie największe emocje. Najpierw wielkie zaskoczenie i niezrozumienie. Autorka diametralnie zmieniła dwóch głównych bohaterów, a zwłaszcza ich prawdziwą miłość, która miała być wieczna i tak silna, że żadna klątwa jej nie podoła. Jednak jak to bywa z kobietami (tak, tym razem również należę do tego grona) – główna bohaterka całkowicie straciłam serce, mózg i co tam jeszcze dla Rhysa. W moim przypadku logika poszła się bujać, totalnie przestało mnie interesować, czy historia trzyma się kupy – ważne, że był Rhys i jego wspaniały Nocny Dwór. Tak, kocham tę książkę za krainy, zwłaszcza Dwór Nocy i jego niepowtarzalnych mieszkańców. Uwielbiam „Dwór Mgieł i Furii” również za to, że każda chwila spędzona z tą książką była dla mnie wyśmienitą zabawą. Dawno już się nie czułam jak typowa nastolatka, która z wypiekami na twarzy czeka aż rozwinie się wątek romantyczny (i mówię to ja – osoba, która wiecznie się piekli, że zbyt rozwinięte wątki romantyczne psują książki :D)

Nibynoc – Jay Kristoff

Mix kryminału i fantastyki, a na dodatek wszystko odgrywa się w szkole dla zabójców, czyli osób, które czczą Panią od Błogosławionego Morderstwa. Bałam się bardzo tej historii. Sądziłam, że będzie tak samo nijaka, jak każda inna w tym stylu. Nastolatka z przeszłością, przysięga zemstę i idzie uczyć się na morderczynię, ale nadal zostaje uczuciową i wspaniała dziewczyną. Cóż, w tym przypadku główna bohaterka jest równie cięta jak jej język. Na dodatek ciągle towarzyszy jej Nie-Kot. Czego chcieć więcej? W książce również znajdziemy  mocne opisy morderstw. Krew się leje strumieniami i naprawdę idzie odczuć wszechobecną oraz bezlitosną aurę, która towarzyszy rasowym mordercom.

Zielona Mila – Stephen King

Książka tak bardzo znana, a ja jednak dopiero teraz po nią sięgnęłam. Rok 2017 był rokiem, w którym dopiero rozpoczęłam swoją przygodę z Kingiem i muszę powiedzieć, że właśnie ta opowieść starca o swoich przeżyciach sprawiła, że mocniej zabiło mi serce. Wzruszająca, wciągająca i na pewno zapadająca w pamięci. Pokazuje, że życie pisze swoje scenariusze i niejeden raz może nas zaskoczyć. King miesza dobro ze złem. Pokazuje, że nic nie jest czarno – białe, a wokół nas jest wiele szarości. Połączenie kryminału z thrillerem i małym, ale jakże istotnym pierwiastkiem fantastyki. Naprawdę jedna z perełek tego roku.

Ocean na końcu drogi – Neil Gaiman

Gaimana kocham w każdej formie. Jest dla mnie aktualnie jedynym z lepszych Autorów, ale to chyba „Ocean na końcu drogi” sprawił, że tak dogłębnie poczułam magię, która wypływała z każdej strony. Wiecie, tak jest z książkami, które totalnie do nas przemawiają, każde zdanie sprawia, że mamy ciary na całym ciele i zastanawiamy się, czy ta historia aby na pewno nie wydarzyła się naprawdę. Ja w trakcie czytania czułam się tak, jakbym stała obok głównego bohatera. Razem z nim była wciągnięta w te przerażające i skomplikowane sytuacje. Rzeczywistość miesza się z fikcją, by ostatecznie zostawić w głowie jeden wielki mętlik. Jak dla mnie jest to jeden z lepszych tytułów Gaimana. Pod pewnym względem jest to również bardzo smutna historia. Historia dziecka, które utraciło coś, co miało być wieczne, a pomóc może mu tylko ocean na końcu drogi.

Pieśń Krwi – Anthony Ryan

Cegła, którą idzie zabić, ale jednocześnie zatracić się w epickim świecie, który w sobie zawiera. Wbrew pozorom nie jest to oklepana historyjka – od zera do bohatera. Główny bohater po śmierci matki trafia do Szóstego Zakonu, by stać się najlepszym wojownikiem w królestwie. Bardzo lubię historie, które pozwalają nam poznać głównego bohatera od jego najmłodszych lat. Widzimy wtedy jakie zachodzą w nim zmiany i jak z perspektywy czasu wypływają na niego decyzje, które kiedyś podjął. Bohaterowie są solidnie wykreowani, historia jest naprawdę dojrzała, a na dodatek zakończenie, które zamuruje każdego. Wszystko, co uważałam za oczywiste nagle zostało rozsypane w drobny pył, a Autor rzucił zalążkiem niecnej intrygi, która pokazuje, że to co wydarzyło się w życiu głównego bohatera miało drugie dno. Bardzo lubię tak nieoczywiste zwroty akcji.

Slade House – David Mitchell

Każdy kto miał styczność z Ucztą Wyobraźni wie, że faktycznie po przeczytaniu takiej lektury jego wyobraźnia będzie szaleć na najwyższych obrotach. Sam opis książki sprawiał, że nie szło przejść obok niej obojętnie. Ceglasty mur skrywający tajemnicze przejście, które pokazuje się tylko wybranym osobom – samotnym, zagubionym. Co 9 lat niezwykłe rodzeństwo zaprasza do siebie gości, którzy po przekroczeniu drzwi już nie mają drogi odwrotu. Lektury, które jednocześnie przyciągają i niepokoją są dla mnie niesamowitym zjawiskiem, które naprawdę zdarza się dość rzadko. Doceniam takie książki i z chęcią się w nich zatracam. Jest w niej wiele nadnaturalnych zjawisk, okultyzm i czarna magia. Naprawdę da się w tym wszystkim wyczuć grozę i lęk przed tym co nieznane. W tej dość krótkiej książce jest zawartych 5 historii. Każda z nich inna, a jednak mają wspólny punkt – Slade House. Również warto wspomnieć, że Autor nawiązuje w tej książce do swojego innego dzieła, co jest naprawdę miłym gestem dla jego fanów.

Zew księżyca – Patricia Briggs

W sumie mogłabym tu od razu podać wszystkie 4 tomy (wznowione w tym roku), bo naprawdę uwielbiam przygody Mercedes Thompson! Jest to jedna z tych bohaterek, które same biorą sprawy w swoje ręce. Nie płacze, nie mdleje na widok krwi, za to rewelacyjnie radzi sobie w podbramkowych sytuacjach. Jest tutaj wiele wilkołaków, wampirów, sporo niezidentyfikowanych dziwadeł, no i główna bohaterka – kojot. Dla osób opornych na nadnaturalne stworzenia może, to być mieszanka wybuchowa. Jednak dla mnie, to wielki plus – im więcej oryginalnych postaci i nierealnych wydarzeń tym lepiej.

Wiedźmikołaj – Terry Pratchett

ANTROPOMORFICZNEJ PERSONIFIKACJI się nie odmawia. Nigdy. Podsumowanie bez Pratchetta byłoby jakieś niekompletne i nijakie..? Kocham jego poczucie humoru, które jest naprawdę bardzo błyskotliwe. Ironia i cyniczne spojrzenie na wszystko to, co ludzkie wprost wylewają się z książki na czytelnika. W „Wiedźmikołaju” ponownie możemy spotkać się ze Śmiercią, jednak tym razem Śmierć wybiera sobie inny i bardziej lubiany zawód. Śmierć w wykonaniu Pratchetta jest dla mnie jednym z najlepszych bohaterów, z jakim kiedykolwiek miałam styczność. Jego celne uwagi związane z ludzką egzystencją i chęć zrozumienia ludzi jest dla mnie fenomenalna. Nie ma nic lepszego od Śmierci, która zamienia się w bohatera i ratuje ludzkość przed wieczną nocą. Istny majstersztyk.

Wiedźma opiekunka – Olga Gromyko

Ten kto śledzi mojego Instagrama już wie, że mam fioła na punkcie twórczości Olgi Gromyko. Jest to kobieta, która swoim poczuciem humoru zawsze rozkłada mnie na łopatki. Najbardziej jednak ją cenię za stworzenie Wolhy Rednej i całej kompanii z Kronik Belorskich. Ruda bohaterka jest kolejną postacią, której się po prostu nie zapomina i nie przechodzi obok niej obojętnie. Inteligentna, przebojowa , W.Redna, oczywiście też niesamowicie uzdolniona oraz wygadana. Wszystkie te cechy sprawiają, że Wolhę się po prostu kocha i jakby naprawdę istniała, to każdy chciałby się z nią zaprzyjaźnić. No i cóż. Warto również wspomnieć o Lenie, który naprawdę nawet na krok nie ustępuje wiedźmie. Duet nie do zastąpienia, który powinien być o wiele bardziej znany wśród czytelników.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: