Bez kategorii, Książki

„Kroniki Jaaru: Księga Luster” Adam Faber | No i gdzie ta dziewczęca wersja Harry’ego Pottera?

Recenzja książki "Kroniki Jaaru: Księga Luster"
                                                                                                                      „Kroniki Jaaru: Księga Luster” Adam Faber

Kate jest młodą dziewczyną, która mieszka u swojej ciotki w Londynie i tam również uczęszcza do szkoły.  Pewnego dnia trafia do magicznego sklepu i otrzymuje księgę zaklęć. Księga Luster okazuje się drzwiami do innego świata, a na dodatek zawiera przepis na miłosne zaklęcie. Główna bohaterka zaczyna eksperymentować z magią, co rozpoczyna nowy rozdział w jej życiu.

Nic mnie tak nie odrzuca, jak próba wybicia się z nową książką za pomocą innych – znanych i popularnych tytułów. Chyba każdy z nas kojarzy, jak na fali popularności „Gry o Tron” większość książek była do niej porównywana. To samo z „Władcą Pierścieni”. Już nie mogę patrzeć na te szumne nagłówki „W końcu historia, która przebije Władcę Pierścieni!”, „To jest nowa Gra o Tron!”. No niestety, w moim przypadku taka reklama sprawia, że książka z automatu ma postawioną wysoką poprzeczkę. Do tej pory żadnej nie udało się udźwignąć ciężaru „fajności” dzieł, do których były porównywane. Nadszedł w końcu moment, gdy w moje ręce trafiła książka, która może i nie jest mocno porównywana do Harry’ego Pottera, ale jednak imię młodego czarodzieja zostało zestawione z imieniem głównej bohaterki „Księgi Luster”. Obiecanki cacanki. Postarałam się wyprzeć z głowy napis „Gdyby Harry Potter był dziewczyną, nazywałby się Kate Hallander” i zaczęłam czytać.

„Księga Luster” to historia, którą się czyta błyskawicznie i to jest chyba największa zaleta książki. Naprawdę miałam z nią ogromny problem i długo się zastanawiałam, czy w ogóle dam radę napisać o niej coś sensownego. Każdy ma swoje czasoumilacze, czy tak zwane lektury do poduchy, które nie wymagają zbytniego zaangażowania i wręcz czytają się same. U mnie są to wszelakie młodzieżówki, które nadal z chęcią czytam. Nie wymagam od nich za wiele, wystarczy mi, że mają ciekawie skonstruowany świat i intrygujący wątek główny. Wtedy już nie zwracam uwagi, czy bohaterowie są irytujący, albo czy autor leci schematami. W przypadku ,,Księgi Luster” można mówić o dobrym pomyśle Autora, który ma niesamowity potencjał na coś naprawdę zapadającego w pamięci. Słowa „ma potencjał” są tutaj kluczowe. Po przeczytaniu pierwszego tomu mam wrażenie, że był to 400 stronicowy wstęp do czegoś większego. Dawno nie spotkałam się z książką, która cały czas toczyłaby się tak równomiernie, nawet scena kulminacyjna nie nabierała tempa. Najistotniejszy moment w książce powinien sprawiać, że czytelnikowi wychodzą oczy z orbit, a w mózgu ciągle pojawia się pytanie „jak to się skończy?!”. Niestety moim zdaniem tego zabrakło w „Księdze Luster”. Szkoda, bo  książka miała tyle dobrych momentów, których rozbudowanie mogłoby doprowadzić do zachwytu. Skończyło się na tym, że było mi wszystko jedno, jak potoczą się losy głównej bohaterki. Warto też dodać, że Autor bardzo szybko wyjaśnia wszelakie zawiłości, które dłużej pociągnięte mogłyby nadać barw historii. Takie podejście psuło mi całą zabawę. Lubię przynajmniej przez chwilę siedzieć w niepewności i zastanawiać się, co autor miał na myśli. W przypadku „Księgi Lustra” mamy wszystko podane na tacy.

Podobnie jak fabułę odbieram bohaterów. Po prostu sobie są i nic więcej. Kate jest do bólu zwykłą nastolatką, a na dodatek z tych najgorszych, których ja po prostu nie rozumiem. Każda jej decyzja sprawiała, że miałam ochotę puknąć się w czoło. Chociaż mocno się starałam, to nie mogłam się wyprzeć porównywania do Harry’ego, co jeszcze mocniej pogorszyło sprawę. Kate brakuje charakteru i w sumie piątej klepki. Zajmuje się najmniej istotnymi sprawami, wyszukuje problemów na siłę, a po piętach depcze jej zła Nimfa. Przez zachowanie Kate można dojść do wniosku, że bardziej ją frustruje, to z kim spotyka się jej przyjaciółka, niż to, że jej własne życie wisi na włosku. Chociaż sprawy sercowe są wielce istotne w książkach młodzieżowych, to w „Księdze Lustra” również jest to mało dopracowany motyw. Wręcz stworzony na siłę przez główną bohaterkę, która sama nie wie, na kogo rzucić czar miłosny, więc niech będzie chłopak, którego widziała ze dwa razy. W ogóle kto normalny rzuca akurat miłosne zaklęcie, gdy dostaje księgę czarów? Przecież daje ona tyle możliwości! Ale skoro już jest miłość, to liczę na to, że uczucie w kontynuacji nabierze realności i zostanie zgrabnie połączone z całą historią.

Co mnie w ogóle ciągnie do drugiego tomu skoro głównie marudzę? A no Jaar. Tutaj Autor ma ode mnie dużego plusa, bo naprawdę kupiłam jego wizję równoległych światów. Nie mogę się doczekać rozwinięcia wątku Jednorożców, które są tak fantastycznymi istotami, że mam trochę żal do Pana Adama za to, że potraktował jednego z nich tak bardzo po macoszemu. Również z chęcią przeczytałabym więcej o społeczności Ferów. Magicznych istotach, które mają domki w kwiatach i latają na motylach – no bajka! Liczę na to, że Fer Fion oraz jego jakże sympatyczna babcia pojawią się jeszcze nie raz i wprowadzą dużo zamieszania. Oczywiście nie byłabym sobą jakby nie ciągnęło mnie do złych postaci. Coś czuję, że Nimfa Erato była tylko rozgrzewką przez prawdziwym starciem ze złem.

Jak widzicie ,,Księga Luster” przyniosła ze sobą lekkie rozczarowanie, ale jednocześnie widzę dla niej małe światełko w tunelu. Magiczny potencjał Jaaru sprawia, że nie potrafię zrezygnować z czytania kontynuacji. Chcę wiedzieć jak potoczą się dalsze losy Kate, która w końcu stała się czarownicą. Czy podoła swojemu przeznaczeniu? Mam nadzieję, że niedługo poznam odpowiedź na to pytanie.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: